22 stycznia 2026

Łukasz Grzymisławski
naczelny "Książek. Magazynu do Czytania" i redaktor działu Świat

Chciałbym na początek jeszcze raz serdecznie zachęcić do lektury wywiadu z Jimem Jarmuschem – bo jestem w zasadzie pewien, że mogło to państwu umknąć przysypane toną newsów o kiepskim stanie świata. Jarmusch robi filmy tak, jakby pisał powieści. Nawet nie ma sensu dociekać, czy nowy, „Father Mother Sister Brother”, dościga klasą „Inaczej niż w raju” czy chociaż „Broken Flowers” – gdyby Jarmusch zekranizował książkę telefoniczną, warto by zwrócić na to uwagę.

Teraz ma 72 lata i, jak zapewnia, patrzy tylko w przód, zwłaszcza że ciągle zdarzają mu się dziwne rzeczy, np. niedawno, opowiada, „zacząłem widzieć świat w jaśniejszych i wyrazistszych kolorach. Dosłownie, jakbym ciągle był na psylocybinie. Okulista odesłał mnie do neurologa. Póki co cieszę się tym zjawiskiem”.
O swoich kompetencjach mówi za Howardem Hawksem: „Najlepszymi reżyserami nie zostają ludzie najinteligentniejsi, lecz ci o najszerszym spectrum zainteresowań". I to się sprawdza: „Amatorsko zajmuję się mykologią i ornitologią. Badam historię designu włoskich motocykli. Sporo wiem o amerykańskim i europejskim podziemiu hip-hopowym. Fascynuję się poetami niemieckiego symbolizmu oraz XVII-wieczną polifonią angielską. Jak z ludźmi: najpierw zafascynuje mnie jakiś detal, a potem wiercę coraz głębiej”.

„Każde słowo scenariusza kosztuje mnie godziny przegadane i przemilczane z ludźmi, dni słuchania muzyki, noce czytania książek”. Gdyby tylko, wzorem kilkorga celebrytów, Jarmusch publikował listy swoich bieżących lektur, śledziłbym pilnie.

Kto wie, może czytuje kryminały, Simenona, Hammetta, a nawet Agathę Christie – to od wielu dekad jedna z pisarek najbardziej inspirujących kino. Wprost (jak ostatnio Kennetha Branagha) albo na pastiszowo (jak w serii „Na noże”). W jakiej tonacji jest nowa, udana adaptacja "Tajemnicy siedmiu zegarów"? Sprawdźcie tu, zanim zobaczycie.

Dowiedziawszy się o śmierci Ericha von Dänikena i po przypomnieniu sobie wszystkich nonsensów, które niestrudzenie propagował w swoich książkach (w sumie sprzedanych w 75 mln egzemplarzy), mimo wszystko poczułem ochotę, żeby sięgnąć po komiksową serię, którą w latach 80. narysował Bogusław Polch. Nazywała się „Bogowie z gwiazd” – i ten tytuł streszcza cały lukratywny pomysł Szwajcara, który temu komiksowi patronuje: nasza cywilizacja jako wynik ingerencji kosmitów. Astrofizyk Carl Sagan kwitował to surowo: „Za każdym razem, gdy Däniken widzi coś, czego nie pojmuje, przypisuje to inteligencji pozaziemskiej, a że prawie niczego nie rozumie, wszędzie dostrzega ślady obcych”.

No ale te komiksy – co tam kiepski papier, kulejące scenariusze, skoro mieliśmy w rękach taką graficzną bombę. W każdym razie wtedy Polch kładł na łopatki pilota Pirxa. Osiem albumów, wydania w Niemczech, Francji, Szwecji, Czechach… Może ktoś ma jeszcze jakiś zakurzony egzemplarz na półce?

PODCAST

NUMER W SPRZEDAŻY

REKOMENDACJE DLA CIEBIE

POLECAMY

Podobał Ci się ten newsletter?
Oceń go i udostępnij znajomym