Tydzień z Trumpem. Po Davos strach się bać!
Choć w czwartek w Davos, podczas inauguracji Rady Pokoju, Donald Trump zapewniał, że po pierwszym roku jego drugiej kadencji świat jest znacznie lepszym i bezpieczniejszym miejscem, trudno zachować po tym szalonym tygodniu prawdziwy spokój ducha.
Zaczęło się od rosnącej presji związanej z apetytem prezydenta USA na Grenlandię, groźby karnych ceł na osiem krajów europejskich, które wysłały kilkunastu żołnierzy na tę wyspę w geście solidarności. Potem napięcie rosło w oczekiwaniu na środowe wystąpienie Trumpa w Davos. Tam ogłosił, że co prawda siłą Grenlandii nie przejmie, ale chce ją kupić, bo to kluczowy „kawałek lodu” dla bezpieczeństwa Ameryki Północnej.
Ruchom Trumpa bacznie przygląda się Rosja. Nic nie może jej cieszyć bardziej niż coraz bardziej podzielony Zachód. Ale on nie dzieli się sam, to efekt działań Trumpa. Czym innym jest podważanie lojalności sojuszników, skarżenie się, że NATO wiele kosztuje, a jak dotąd niczego Stanom nie dało – co jest oczywistą nieprawdą. Ale może prócz dzielenia Zachodu Rosję może bardziej jeszcze ucieszyć aneksja Grenlandii. Skoro tak łatwo Trumpowi uzasadniać chęć przejęcia terytorium innego państwa, ponieważ według niego leży w jego strefie wpływów, to dlaczego Putin miałby szukać jakiś szczególnych uzasadnień do przejęcia Krymu, Donbasu i całej południowowschodniej Ukrainy? Dlaczego miałby się tłumaczyć ze swoich agresywnych działań na Kaukazie? Dlaczego miałby się ograniczać na Białorusi, albo gdy uzna, że obecność zachodnich wojsk w państwach bałtyckich narusza jego strefę bezpieczeństwa?
A Rosja nie zasypia gruszek w popiele. Trump ogłaszał powstanie Rady Pokoju, do której zaprosił i Putina, i Łukaszenkę, i Xi, a w międzyczasie cały tydzień trwały bezlitosne ataki na infrastrukturę krytyczną i energetyczną na terytorium Ukrainy. Zimno, ciemność i brak zasilania zepchnęły miliony Ukraińców na krawędź kryzysu humanitarnego.
To też jest Rosji na rękę i to dwojnasób. Po pierwsze osłabia morale Ukraińców i osłabia pozycję negocjacyjną Wołodymyra Zełenskiego podczas rozmów, które rozpoczęły się w Abu Dabi. Ale może też doprowadzić do uruchomienia potężnej fali uchodźców, zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych. Rosja ciężko pracuje w ostatnich miesiącach nad podsycaniem wszelkich konfliktów i waśni, dbając, by nastroje sąsiednich społeczeństw były coraz bardziej antyukraińskie.
W tej sytuacji nowa fala uchodźców zdestabilizowałaby Europę i doprowadziła do jeszcze większego fermentu – zmęczenia wojną, osłabienia solidarności z walczącą Ukrainą. Dość zobaczyć reakcje w mediach społecznościowych na zbiórkę na rzecz zamarzających mieszkańców Kijowa, którą wsparły polskie środowiska biznesowe, by widzieć, jak wymierzony w Ukrainę hejt i agresja dobrze się mają w sieci. Skala negatywnych emocji, jakie budzi po prawej stronie WOŚP, to chyba promil tego, co się dzieje ze zohydzaniem zwykłej zbiórki na „Ciepło dla Kijowa”.