Na początek – wygaszacz ekranu. Tak, wcale nie żartuję, choć jeden z pracowników DigiCert zapewne wolałby, żeby jego ostatnie doświadczenia okazały się biurowym żartem.
Niestety, dostarczony przez system supportu plik .zip nie zawierał oczekiwanego zrzutu ekranu, tylko plik wygaszacza, który oczywiście był złośliwy. A ponieważ format .src pozwala na wykonanie kodu, atakującemu hakerowi udało się w ten sposób dostać do niektórych wewnętrznych narzędzi organizacji i wygenerować kody podpisujące certyfikaty EV (czyli SSL/TLS z najwyższym poziomem zaufania). Wiadomo, że zostały one użyte do podpisania chińskiego stealera – na szczęście szybka akcja zespołu DigiCert pozwoliła na ich unieważnienie w przeciągu 24 godzin.
Możesz jednak powiedzieć, że takie ataki wygaszaczem ekranu, to mimo wszystko dość niszowy wektor. I ja się z Tobą zgodzę.