Jak Katya Cengel, uznana amerykańska dziennikarka, która pisała reportaże między innymi z Mozambiku i Ukrainy.
W 2022 roku Cengel poczuła, że fakty jej nie wystarczają.
"Przez ponad dwie dekady opowiadałam historie innych ludzi, wierząc, że moje słowa im pomagają. Następnie Rosja najechała Ukrainę, kontynuując to, co zaczęła w 2014 roku; tym razem jednak uderzając w samo serce kraju, nie tylko jego krawędzie. Nagle opowiedzenia swoich historii domagali się moi byli koledzy i przyjaciele", pisała w serwisie LitHub.
Cengel w Ukrainie mieszkała na początku XXI wieku, wyszła tam za mąż i choć się rozwiodła, "Ukraina dalej istniała w mojej pamięci". Do opisania dramatu bliskich jej ludzi - uznała - nie wystarczy literatura faktu. Zaczęła pisać opowiadania.
Inni wybierają fakty
Jak ukraiński prozaik Myrosław Łajuk. Po 2022 roku sięgnął po fakty, by dać tragedię mieszkańców Bachmutu, miasta, o które Ukraińcy toczyli z Rosjanami dramatyczne walki.
Pisze Łajuk:
"Podjeżdżamy na punkt ewakuacyjny w pobliżu pola boju. Okolice Bachmutu. Z wnętrza lasu wyjeżdża pojazd gąsienicowy. Zatrzymuje się, wynoszą z niego rannego. Ci sami ludzie, milczący, brudni, skrwawieni, wsiadają z powrotem do auta. Trudno rozpoznać ich twarze okryte popiołem, spływające potem. Nie widać na nich strachu, grozy, zmęczenia czy zdziwienia. To już nie ludzkie oblicza, to betonowe płyty".
Przełożona przez Macieja Piotrowskiego książka "Bachmut" została nominowana do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. Nagrody, która wierzy w fakty. Ale też nagrody, które coraz częściej docenia fakty przemieszane fikcją.