Wojna i turystyka to tylko pozornie odległe od siebie sprawy
Dwa wydarzenia zbiegły się w minionym tygodniu w turystyce. Zbiegły, a właściwie zderzyły. Trudno, żeby było inaczej, skoro jedno - międzynarodowe targi turystyczne ITB w Berlinie - jest zwykle radosnym świętem branży turystycznej, a drugie - wojna na Bliskim Wschodzie z zaangażowaniem kilku krajów, w tym tak turystycznego jak Dubaj - było tego święta zaprzeczeniem.
Kiedy jedni próbowali umawiać się na najbliższe miesiące na współpracę, promowali swoje miasta, regiony i kraje. Inni walczyli o przywrócenie choćby resztek porządku w zakłóconym łańcuchu usług, co było wynikiem zamknięcia nieba nad większą częścią Bliskiego Wschodu.
Polskę reprezentowała na targach Polska Organizacja Turystyczna i zgromadzonych na jej stoisku czterdziestu wystawców w postaci regionów, miast i polskich firm turystycznych. We wszystkich rozmowach prędzej czy później padało tam pytanie o wojnę.
Nawet, jeśli uznamy, że POT i polscy reprezentanci branży turystycznej zrealizowali swoje cele (odbyli spotkania, negocjowali współpracę z zagranicznymi partnerami, promowali Polskę), to jednak nastrój niepewności pozostał.
Jak mocno bowiem Polska odczuje zawirowanie w odległym regionie świata, z którego dotąd przecież dziesiątki tysięcy turystów odwiedzało nasz kraj? Pozostaje nam tylko czekać na doniesienia z frontu.