- Uderzę w Iran dwadzieścia razy mocniej, niż dotąd, tak mocno, że cała ta część świata już nigdy się nie podniesie – stwierdził w poniedziałek Donald Trump.
To najbardziej złowieszcze słowa i najsensowniejsze słowa amerykańskiego prezydenta od początku wojny rozpętanej dziesięć dni temu atakami USA i Izraela na Iran. Bo obecna konfrontacja faktycznie zagraża całemu regionowi i może na zawsze wywrócić panujące w nim porządki.
Na razie nic nie wskazuje, by sytuacja miała się uspokoić. Irańczycy mówią, że nie chcą rozejmu, Trump mówi, że zaleje ich „śmiercią, ogniem i furią”. Izrael i Ameryka bombardują cele w Iranie, gdzie zginęło już ponad 1,3 tys. osób. Irańczycy strzelają do Izraela i krajów arabskich rejonu Zatoki Perskiej, które tracą cierpliwość i miano najbezpieczniejszych dla światowego biznesu i turystów.
Płonie Liban, gdzie Izraelczycy bombardują cele Hezbollahu i gdzie zginęły już setki osób, a blisko pół miliona uciekło z domów. Irańskie pociski zmierzają w stronę Turcji, ważnego członka NATO, co grozi jeszcze większą eskalacją. Ceny ropy szaleją jak nigdy w historii, a Irańczycy zapowiadają: Nie ustąpimy, nie przepuścimy w świat ani litra.
Nikt nie wie po co Donald Trump i Benjamin Netanjahu zaatakowali Iran. Irańczycy nie mieli broni atomowej, nie byli też blisko jej wyprodukowania. Nic nie zapowiada, żeby zabicie najwyższego przywódcy i zastąpienia go kolejnym brodatym duchownym miało przynieść Irańczykom demokrację i wolność. Tym samym obecna wojna jest nie tylko nielegalna i groźna dla całego regionu, ale też całkowicie bezsensowna.