Gdy piszę te słowa nad Zatoką Perską trwa cisza. Cisza złowroga, bo z USA dochodzą informacje, że Trump zastanawia się, czy nie rzucić do walki przeciwko Iranowi piechoty morskiej. Celem ataku
może być strategicznie położna wyspa Chark, gdzie działa największy na świecie terminal przeładunkowy ropy naftowej na świecie. Terminal, jak i cała wyspa, należą do Iranu. Bez tych instalacji Iran nie byłby w stanie eksportować ropy.
Czy Trump odważy się na wysłanie żołnierzy, by zająć część irańskiego terytorium? Atak na Chark planowano jeszcze po wybuchu irańskiej rewolucji w 1979 r. Amerykanie zrezygnowali z takiej operacji z obawy przed wybuchem potężnego paliwowego kryzysu.
Trump o ataku na wyspę mówił już pod koniec lat 80., gdy był inwestorem nie zdradzającym większych politycznych ambicji. Dziś musi liczyć się ze zdaniem wyborców, wszak w listopadzie połówkowe wybory do Kongresu. A wyborcy są zdezorientowani. Trump przecież obiecał, że zakończy wojny, a tymczasem Iran bombarduje do spółki z Izraelczykami już trzeci tydzień.