Środa, 22 kwietnia 2026

dziennikarka Wyborczej

W polskiej szkole błąd wciąż bywa traktowany jak intruz. Trzeba go zaznaczyć, poprawić, najlepiej wyplenić czerwonym długopisem. Tymczasem neurobiologia mówi coś dokładnie przeciwnego: bez błędu nie ma uczenia się. Bez potknięcia mózg nie dostaje sygnału, że trzeba zmienić strategię, skorygować myślenie, zaktualizować wiedzę.

To dość przewrotne, bo przecież większość z nas porażek nie znosi. I nic dziwnego. Nasz umysł ma własne mechanizmy obronne. Gdzieś w ciemni mózgu pracuje wewnętrzny montażysta, który dba o to, byśmy nie rozsypali się pod ciężarem własnych potknięć. Z całego archiwum wspomnień wybiera te momenty, które da się jeszcze jakoś oswoić, usprawiedliwić albo zepchnąć głębiej. Chroni nasze dobre mniemanie o sobie. Problem w tym, że przy okazji bardzo skutecznie utrudnia rozwój.
Bo nauka zaczyna się właśnie tam, gdzie pojawia się pomyłka.

Kiedy popełniamy błąd, w mózgu uruchamia się błyskawiczny system alarmowy. Jednym z jego przejawów jest tzw. ERN, czyli error-related negativity — gwałtowny skok aktywności elektrycznej pojawiający się zaledwie kilkadziesiąt milisekund po pomyłce. Zaraz potem pojawia się kolejny etap: uświadomienie sobie, że coś poszło nie tak. To chwila, w której mózg nie tylko rejestruje błąd, ale zaczyna na nim pracować.

Badania psychologa Jasona Mosera z Michigan State University pokazały, że dużo zależy od tego, jak myślimy o własnych możliwościach. U osób z nastawieniem na rozwój błąd mobilizuje uwagę i wzmacnia uczenie się. U tych, którzy wierzą, że inteligencja jest cechą stałą, pomyłka częściej uruchamia wycofanie, wstyd i psychiczne zamrożenie. Innymi słowy: jedni przerabiają porażkę na paliwo, drudzy - na dowód własnej niekompetencji.

A potem zaczyna się znany scenariusz. Nie zawsze pamiętamy konkretne upokorzenia czy niepowodzenia, ale ciało i psychika często pamiętają je za nas. Błędy trafiają do głębszych warstw pamięci, poza zasięg codziennej świadomości, a stamtąd nadal wpływają na nasze decyzje. To dlatego człowiek nieraz wycofuje się jeszcze zanim naprawdę spróbuje. Odrzuca wyzwanie, nie zgłasza się, nie ryzykuje. Jak pisał pewien psycholog,  niektórzy wolą „usiąść, żeby się nie przewrócić”.

To samo widać nie tylko w klasie, ale i w sporcie, pracy, życiu. Słynny trener Kazimierz Górski ujmował to prościej niż niejeden podręcznik psychologii: drużyna, która gra tak, by nie przegrać, ustawia się inaczej niż ta, która gra po to, by wygrać. Różnica wydaje się subtelna, ale w praktyce oznacza dwa zupełnie różne stany umysłu. W pierwszym rządzi lęk, asekuracja i defensywa. W drugim - gotowość do ryzyka, korekty i uczenia się.

Z perspektywy mózgu błąd nie jest kompromitacją. Jest informacją. Sygnałem, że przewidywanie świata właśnie się nie zgodziło z rzeczywistością. A to jedna z najcenniejszych rzeczy, jakie mogą nam się przydarzyć, bo właśnie wtedy system poznawczy ma szansę się przeorganizować.

Może więc zamiast po raz kolejny debatować wyłącznie o podstawach programowych, egzaminach i liczbie godzin spędzonych w ławce, warto zadać prostsze pytanie: dlaczego stworzyliśmy szkołę, która karze za to, co jest warunkiem uczenia się? Dlaczego tak uporczywie mylimy pomyłkę z porażką, skoro dla mózgu to często dopiero początek zrozumienia?

Mózg nie potrzebuje idealnych odpowiedzi. Potrzebuje odwagi, by znieść moment, w którym jeszcze czegoś nie umiemy. To właśnie z tego dyskomfortu rodzi się prawdziwe „aha”.

Dobrego tygodnia - i jak najwięcej owocnych błędów.

TEMAT DNIA

AI pomaga uczniom w matematyce. Po roku potrafią tyle, jakby uczyli się 13 miesięcy
Ucząc się matematyki z użyciem narzędzia wykorzystującego sztuczną inteligencję, uczniowie przez rok osiągnęli takie wyniki, jakby kształcili się przez 13 miesięcy. Wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer zachęca szkoły do korzystania z zeszytu.online.
CZYTAJ WIĘCEJ

TO TEŻ WARTO PRZECZYTAĆ

REKOMENDACJE DLA CIEBIE