Nasze chłopaki czasami trzymają się pojedynczo, ale najczęściej w małych grupkach. Widać wtedy wyraźnie, że
.
Podobnie jest w innych miejscach. Chyba najbardziej wzruszającą i smutną sceną pokazującą właśnie takie relacje był widok pewnego młodego byka, który nie chciał opuścić towarzysza zabitego przez wojskową ciężarówkę. Działo się to kilka lat temu w jednej ze wsi na północy Puszczy. Żubr towarzyszył koledze nawet wtedy, gdy jego ciało wciągnięto na przyczepę.
W Teremiskach widzę, jak te żubrze chłopaki sobie towarzyszą, jak razem jedzą i odpoczywają, jak siłują się, zaczepiając o pyski rogami. Dla postronnego człowieka wygląda to jak walka, ale jest zabawą.
Tak to wszystko wygląda od listopada do lipca. Bo w lipcu, a już najpóźniej w sierpniu, żubry z Teremisek znikają. W tym roku było ich około ośmiu. Gdy piszę ten tekst, jest jeden, czasami dwa, i też pojawiają się coraz rzadziej.
Dlaczego? Bo przychodzi czas żubrzej miłości i zamiast siedzieć na łąkach, trzeba szukać dziewczyn, czyli samic. Ktoś bystry dostrzeże w tej chwili w moim tekście coś, co każe mu się zastanowić. Jak to: nie ma ich od lipca czy sierpnia do listopada? To ile trwa ta miłość? Trzy miesiące? Bardzo długo!
Rzeczywiście, w porównaniu z takimi jeleniami, które z rykowiskiem potrafią uwinąć się w miesiąc, albo z sarnami, które mają swoje zaloty w pełni lata, czyli w lipcu i sierpniu, to bardzo długo. Myślę, że żubry są roślinożercami, których zaloty trwają najdłużej spośród wszystkich krajowych gatunków. Widziałem zalotne zachowania byków wobec krów jeszcze pod koniec listopada. Może niezbyt nachalne, ale były.
Na czym takie zaloty polegają? Na rozdziawianiu paszczy, na delikatnych pieszczotach jęzorem intymnych części ciała wybranki. Naprawdę jest to wszystko urocze, bo też, w przeciwieństwie do ryczących jeleni, które hałasują na cały las, a nawet w porównaniu z delikatnie stękającymi łosiami, żubry robią to wszystko po cichu. Czasami tylko, i to dość rzadko, chruczą, co przypomina mieszankę charczenia z bulgotaniem i nie jest specjalnie głośne. Ostatnio próbowałem nagrać chruczenie, ale nie wyszło właśnie z powodu tej delikatności (słychać trochę na
nagraniu, jakie zamieściłem na FB).
Jak wynika z badań naukowców z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży, wśród poszukujących miłości byków występują dwie strategie. Pierwsza dotyczy naprawdę silnych samców, druga nieco słabszych.
– Te pierwsze podążają za stadami krów, a właściwie stadami mieszanymi, którym towarzyszą inne byki. Raz są przy jednym, raz przy drugim stadzie. Ich areał w okresie godowym znacznie się zwiększa – wyjaśnia prof. Rafał Kowalczyk z IBS PAN.
Strategia silnych byków pozwala im na posiadanie potomstwa z wieloma krowami. Druga strategia polega na trzymaniu się jednego stada. Tak robią słabsze byki. Co robią, gdy pojawia się dominujący siłacz? Otóż usuwają się na bok, a gdy on odchodzi, próbują szczęścia.
Co ciekawe, u żubrów znacznie rzadziej dochodzi do walk samców niż na przykład u jeleni. Może to wynikać z tego, że zwierzęta te świetnie znają nawzajem swoją siłę. Oczywiście takie walki się zdarzają. Ale ja nigdy czegoś takiego nie widziałem, podczas gdy trzask ścierających się porożami jeleni albo widok tego, jak się przepychają, towarzyszy mi
podczas każdego rykowiska.
– Ja też nigdy nie widziałem walczących byków, natomiast widziałem miejsca po takiej walce. Wydeptana ziemia, połamane nawet całkiem grube drzewka. Widać było, jaka siła temu towarzyszyła – opowiada prof. Kowalczyk.
Efektem żubrzych zalotów są oczywiście cielaki, które przychodzą na świat po ciąży trwającej średnio 264 dni. Czasami cielaczki są dwa, najczęściej jeden.
Zanim dokonała się zagłada białowieskich żubrów, czyli przed I wojną światową, młode przychodziły na świat najczęściej w kwietniu i maju. To bardzo logiczne. Wiosna to czas, kiedy karmiące matki mogą znaleźć najbardziej pożywny pokarm. To, że większość młodych rodzi się w jednym czasie, jest też przystosowaniem wielkich ssaków do obrony swoich dzieci przed drapieżnikami. Gdy młode są w jednym wieku, łatwiej wybrać strategię ich ochrony, czyli albo aktywną obronę, albo ucieczkę.
Tymczasem obecnie, choć
sporo młodych rodzi się wiosną, obserwowany jest duży rozrzut terminów narodzin. Czasami maluchy przychodzą na świat nawet późną jesienią. Przez całe lata tłumaczono to tym, że żubry, które wróciły do Puszczy, pochodzą z hodowli i tam straciły swoje naturalne zachowania.
Mało tego, pamiętam doskonale czasy, kiedy próbowano „wyregulować" czas żubrzych narodzin i zabijano nie tylko późno urodzone młode, ale także ich matki. Na szczęście mamy to już za sobą. Nikt już nie stara się żubrów regulować, a naukowcy z IBS PAN wskazali wyraźnie, kto odpowiada za to „rozregulowanie".
Otóż to my, ludzie, je spowodowaliśmy i cały czas powodujemy. W czasach restytucji żubrów przyczyną było intensywne dokarmianie bardzo treściwym pokarmem. Obecnie być może robimy to w sposób niezamierzony, ale robimy.
Bardzo zmieniła się struktura rolnictwa otaczającego Puszczę i dziś zamiast niegdysiejszych łąk otaczają ją uprawy ozimin, rzepaku i kukurydzy. Oznacza to, że nawet zimą żubry mogą znaleźć na nich treściwy, bogaty w białko pokarm. Jak wynika z publikacji w czasopiśmie „Biological Conservation", właśnie stada intensywnie dokarmiane albo takie, które miały pod nosem tereny rolnicze, na które mogły migrować, wykazywały największe różnice w terminach narodzin młodych.
I na koniec informacja chyba najważniejsza dla wszystkich, którzy przyjeżdżają do nas obserwować żubry. To są bardzo spokojne zwierzęta, ale pamiętajmy, że w czasie godów żubrze chłopaki są pobudzone.
Obserwujcie je z daleka, a gdy widzicie, że intensywnie machają ogonem albo grzebią kopytem w ziemi, to naprawdę pora odejść od nich jak najdalej. Sto metrów to bezpieczna odległość, z której można obserwować nawet zakochanego żubra.