Polska unijnym liderem wzrostu. Niestety już niedługo
Lubimy myśleć o sobie jako o gospodarczym prymusie. I najnowsze prognozy EY – które publikujemy w „Rzeczpospolitej” jako pierwsi – naprawdę wyglądają imponująco. W tym roku nasz PKB urośnie o 3,9 proc., ponad trzy razy szybciej niż w strefie euro. Gdy reszta Europy powoli zbiera się po ostatnich wstrząsach, nasza gospodarka idzie jak burza, napędzana konsumpcją, wydatkami publicznymi i inwestycjami. Szkoda tylko, że ten chwytliwy tytuł „lidera wzrostu” ma dość krótką datę ważności. Według analityków EY już za moment zaczniemy wyraźnie hamować. I nie tylko przez zawirowania geopolityczne, ceny ropy czy widmo wyższej inflacji. Głównym hamulcowym staje się coś znacznie trudniejszego do skorygowania z dnia na dzień: demografia. Do 2029 r. z naszego rynku pracy wyparuje ponad 380 tys. osób w wieku produkcyjnym. Prosta matematyka – po prostu nie będzie miał kto pracować na kolejne sukcesy. Oczywiście są rezerwy: robotyzacja, sztuczna inteligencja czy mądra polityka migracyjna. Ale jak mielibyśmy zdążyć te klocki szybko poukładać, skoro politycy wolą się zajmować sami sobą?