Newsletter Świat w 5 minut

16 września 2026

dziennikarka działu Świat

Lista stale się wydłuża. Syria, Gwatemala, Bangladesz, Indonezja, Portugalia, Francja. Kierowcy ciężarówek, taksówkarze, rybacy, zwykli ludzie, kolejno wychodzą na ulice protestować przeciwko rosnącym cenom ropy. A te szaleją – to co kiedyś wydawało się nie do pomyślenia, czyli ponad sto dolarów za baryłkę, dziś powoli staje się codziennością. Efekty są opłakane – rosną ceny benzyny na stacjach, koszty transportu, a z czasem – nawet podstawowych produktów. 

Wysokie ceny ropy i wywołaną nimi inflację na skalę globalną świat zawdzięcza Amerykanom i Izraelczykom. W lutym zaatakowali Iran, tygodniami bombardując cele wojskowe i naftowe i zabijając co ważniejszych przywódców. W odpowiedzi Irańczycy zaatakowali roponośne kraje Zatoki Perskiej i zamknęli cieśninę Ormuz, którą arabska ropa pływała w świat.  

Dziś na miejscu panuje pat – nie ma większych walk, ale nie ma też pokoju, a przesmyk pozostaje w dużej mierze zablokowany. Zamiast setek statków dziennie przepływa nim zaledwie kilka, co nie pozwala rynkom się uspokoić.  

W dodatku w ostatnich tygodniach narasta związana z wojną w Iranie eskalacja na linii Arabia Saudyjska-Huti. Powiązani z Iranem jemeńscy rebelianci bombardują Saudom infrastrukturę naftową i nie wypuszczają z region saudyjskich tankowców. Są w stanie to robić, bo kontrolują drugi kluczowy dla transportu ropy przesmyk, Bab al-Mandab na Morzu Czerwonym. Brak saudyjskiej ropy na rynku pogłębia kłopoty świata – cena surowca w ostatnich dniach ponownie szaleje. 

O ile na Zachodzie drogie paliwo wywołuje na razie głównie irytację kierowców i niewielkie protesty określonych branż, są kraje, gdzie sytuacja robi się groźna. Jak Syria, gdzie wykończeni wojną i klepiący biedę ludzie kilka dni temu dowiedzieli się, że paliwo drożeje o 40 proc. i natychmiast wyszli na ulice. Aleppo, Hama, Maraat an-Numan – to miejsca, które kojarzą nam się z dramatem syryjskiej wojny, która pochłonęła setki tysięcy ofiar i zrujnowała kraj. Dziś właśnie tam dochodzi do gwałtownych protestów, które służby bezpieczeństwa już zaczynają brutalnie tłumić. 
 
Arabskie rewolucje zawsze zaczynają się od protestów przeciwko biedzie, a kończą zwykle tragicznie. Syryjczycy, którzy dopiero od półtora roku nie mają dyktatora i wojny liczą dziś na odrobinę spokoju. Oby bliskowschodnia awantura rozpętana przez Donalda Trumpa i jego izraelskich sojuszników nie odebrała im tej nadziei. 

CO W ROSJI PISZCZY?

DZIAŁ ŚWIAT POLECA